2017.10.01 - Góry Izerskie po raz drugi

   Góry Izerskie. Po raz drugi. Nie wytrzymałem. Ich piękno kusiło mnie przez całe sześć tygodni. Poddałem się i pięknej pażdziernikowej niedzieli wybrałem się w nie ponownie. Tym razem postanowiłem wziąć je od połnocy, zaczynając wędrówkę od Świeradowa Zdroju. Pogoda była tego ranka wymarzona do wędrówki - słoneczko, bezchmurnie i temperatura ponad 20 stopni. Idealna pogoda na Góry Izerskie. Zaplanowałem sobie taką trasę.

   Dojechałem do Świeradowa, pokręciłem się trochę po ulicach miasteczka, by w końcu znaleźć pusty parking. Za chwilę ktoś zaparkował obok mnie z pytaniem - jak dojechać pod wyciąg. Ach to wygodnictwo.b1 Odpowiedzi nie udzieliłem bo sam pierwszy raz tu byłem. A Świeradów? Piękne miejsce. Czysto i schludnie. Ulice bez dziur. Dużo zieleni. Czyste chodniki. Sądząc po ilości pojazdów na niemieckich numerach to zapewne także ulubione miejsce leczenia emerytów z tego państwa. b1

01

Ulice Świeradowa Zdrój

   Wystarczy. W końcu przyjechałem w góry więc pora na nie. Szybka orientacja w uliczkach. Odnajduję własciwą prowadzącą do góry i za chwilę jestem na szlaku (czerwony - GSS - i właśnie zaczyna się w tej miejscowości). Prę w górę i jak zawsze za szybko. Mijam zagraniczne panie czyli Czeszkę i Słowaczkę b1 i po kilkunastu minutach zaczynam odczuwać pierwsze zmęczenie. Zwalniam. Dogania mnie para młodych turystów. Pogaduszki. Idą na Smrk. A ja jeszcze nie wiem dokąd. Po chwili młodzież przyspiesza i oddala się. Lezę spokojnie coraz wyżej. Szlak skręca w prawo w las. Krótki skrócik a i tak się zgubiłem. Cóż. Ja po prostu mam talent.b1 Powrót w dół i odnajduję właściwą drogę w lesie. Po chwili znowu asfalt. Widoki krajobrazowe coraz lepsze. Idę i podziwiam krajobraz na północ od Świeradowa. Niebawem szlak skręca w lewo. Zatrzymuję się. Wiata. Przysiadłem. Łyk kawy i w drogę. Ścieżka pod górę, wprost na Izerski Stóg. Człapię spokojnie robiąc co kilka minut fotki. Niebo bezchmurne. Widoczność daleka. Ludzi nie za dużo. Większość schodzi. To ci którzy wjechali kolejką. Wreszcie osiągam szczyt (no prawie bo stacja kolejki i schronisko są na zboczu tuż pod nim. Zrobiło się tłoczno. Starsi spacerują tam i z powrotem asfaltówką pod schroniskiem.

05

Podejście na Izerski Stóg

   Uwieczniam widoczny krajobraz, przechodzę obok schroniska i kieruję się żóltym szlakiem w stronę Smrka. Nie. Na niego nie pójdę. W międzyczasie wymyśliłem że dziś zrobię sobie leśną wycieczkę - czyli hulaj dusza po leśnych duktach. Dochodzę do rozdroża szlaków i dalej idę żółtym w dół. Spotykam parę rowerzystów. Pytam o stan ścieżki - panie, z góry to pan dasz radę spłynąć ale pod górę to mordęga błotna. Rzeczywiście. Szlak wiedzie w dół ale woda na nim stojąca jakoś spływać nie chce. Ot, taki wybryk natury.b1 Jakoś przetaplałem się skacząc z jednej kępy trawy na drugą ale spodnie do kolan ubłocone. Trudno. To góry a nie deptak nadmorski. Wysuszy się i wykruszy się. b1

   Kolejne rozdroże. Mapa pokazuje co innego niż jest w rzeczywistości. Dobrze że gdzieś wyczytałem o zmianie przebiegu szlaku żółtego. Skręcam na czerwony z wiedzą że gdzieś dalej rozgałęzi się, prowadząc mnie do Izerskiej Łąki. W gruncie rzeczy jest mi to obojętne. Mogę tu zostać. Okolica to cisza i spokój. Słońce świeci, ptaszki śpiewają i kompletna ludzka pustka. Wyciszenie całkowite. Ległem sobie na zielonej trawce na poboczu i oddałem się półgodzinnej kontemplacji.

06

Leśny dukt

   Po regeneracji ciała i umysłu ruszam dalej. Przeszło 6 kilometrów leśnej drogi przez las. Po drodze jakaś wiata, dwóch cyklistów, wiele strumyczków i mnóstwo grzybów na poboczu, z zastrzeżeniem że owe grzyby są tylko dla teściowej.b1 W końcu odnajduje się tabliczka z oznaczeniem żółtego szlaku. Skręcam w prawo w dół. Zatrzymuję się przy sztucznym jeziorku. Ciekawy jest odpływ wody z niego - woda płynie po trawie.

07

Jeziorko w środku lasu

   Dalej w dół. Las, las i las. Droga wije się w niegłebokiej dolince. Mostek, wiata, "dobry den" czyli spotkanie z dwiema czeszkami i w końcu z prawej strony las zaczyna się przerzedzać, ustępując miejsce łące. Cel wędrówki tuż, tuż. W końcu jest. Izerska Łąka. O tej porze roku cała w kolorach żółtym i brązowym, miejscami pokryta siwizną. Zatrzymuję się przy pierwszych ruinach domostwa, siadam i gapię się jak sroka w gnat. W oddali pasma górskie, trochę bliżej wokoło las a po środku horyzontu Chatka Górzystów z pokusą ponownej uczty dla podniebienia.

09

Piękny bezkres z Chatką Górzystów w tle

   Nie. Tym razem zwalczę tę chuć, szybko tłumacząc sobie, że musiałbym zejść z wytyczonej drogi, a co przy moim lenistwie nie jest wskazane. No i wygrałem ze sobą zastępując omleta kanapką i kawą.b1

   Ruszam dalej. Na wszelki wypadek na rozdrożu nie patrzę w prawo.b1 Asfaltówka w górę. No tak. Wszystko dla cyklistów, co by się im żołędzie nie poobijały.b1 Wkrótce droga zaczyna mnie męczyć także psychicznie. Piękne okoliczności przyrody przecięte dywanem z węgla i siarki. To nie fair. Szutrowa droga też by wystarczyła. Trudno. Prę w górę dochodząc na wierzcholek poprzez Polanę Izerską. Krótka pogaduszka ze spotkanym czechem. Nie ma się co zatrzymywać. Gdyby to była bezchmurna i bezksiężycowa noc to co innego. Pewnie bym gdzieś tam się położył i gapił w niebo. Ale w dzień do oglądania za wiele nie ma. Droga zaczyna łagodnie schodzić w dół. Kolejne rozdroże. Wiata. Posiłek i w dół. Dość ostro jak na leśną drogę. Po pewnym czasie las odłania widoki po prawej stronie. Sępia Góra. Robi wrażenie. Kiedyś może się na nią wdrapię. Po lewej stronie w lesie dostrzegam zwierza.b1

11

Zwierz?

   Mijam Źródło dr Adama i moja eskapada zaczyna dobiegać końca. Dochodzę do czerwonego szlaku. Jeszcze kilka fotek uzdrowiska w świetle zachodzącego słońca i koniec. Izery mnie nie rozczarowały. Piękne góry na regenerację. W pełni zgadzam się z dr Adamsem, twierdzącym że na wiele dolegliwości skuteczny jest ruch w miejscowym powietrzu.

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Serwis mapa-turystyczna.pl