2018.03.24-25 - Beskid Śląski

   Mieszane uczucia.

   Zwykle po jakiejś eskapadzie natychmiast siadałem do kompa, by ją opisać. Niestety. Tym razem takiej chęci nie mam. Dlaczego? Nie chodzi tu o zmęczenie fizyczne (chociaż takie jest ale zdecydowanie mniej uciążliwe niż przy poprzednim wypadzie) ale raczej o zniechęcenie. A takie pojawiło się, gdy kilka osób zdecydowanie chce się pozbyć starego chwasta, używając argumentów, które czasami wzajemnie się wykluczają lub błędnie interpretując moje słowa lub też słuchając podszeptów sygnalistów. Jednak ... postaram się opisać co widziałem i przeżyłem. Więc od początku.

    

   Logistyka

   Piątek. Siedzę w domu i główkuję jak dostać się do Katowic i być wypoczętym i wyspanym przed zbliżającym się wysiłkiem. Pociągiem nie najlepiej bo musiałbym rozpocząć podróż wieczorem a skończyć ją rano - w sumie noc prawie bez snu. Samochodem do Katowic - lepiej. Ale skoro do Katowic to czemu nie do Ustronia - tylko 40 km dalej. I jest sporo miejsca na zostawienie bezpieczne samochodu, tak aby było do czego wracać. A dalej do Wisły pociągiem. Good ideab1. Teoretycznie.

   Sobota. Pobudka o 3ciej nad ranem. Szybkie śniadanie. Plecak na ramiona i w drogę. Trasa na Wrocław pusta, autostrada A4 też pusta - trochę ciężarówek i już jestem pod Gliwicami. Skręt na A1 i tnę w kierunku gór. Przynajmniej tak mi się zdawało. Jadę sobie tą nową A1 - nową to raczej z nazwy bo jakoś tak pofalowana jestb1 - i nagle widzę tabliczkę granica państwa i drogowskaz Ostrawa 10km. O kurcze. Coś nie tak. Zawracam. Zatrzymuję się przy patrolu celnym i pytam o drogę. O! Panie. Toś pan za daleko pojechał. Na najbliższym rondzie prosto na Cieszyn. Dobra. Jadę przez jakąś długą miejscowość, Cieszyna ani słychu ani widu a do odjazdu pociągu w Ustroniu zostało troszkę ponad godzinę. Dość. Sięgam po smartfona, uruchamiam nawigację a ona mi podpowiada - jedź przez Petrovice. Jakie Petrovice? Toż to w Czechach a ja chcę do Ustronia. W Ojczyźnie. Tam skąd ponoć Gustlik pochodziłb1. Dobra. Ustrojstwa nie przekonasz.b1 Pojechałem tak jak nakazało. Najechałem Zaolzie - niech mi bracia Czesi wybaczą ten smród diesla.b1 Przejechałem przez Karwinę - mgła taka że widać na 50 m - i jadę w kierunku Cieszyna. Uf. Kierunkowskaz na Cieszyn znaczy że kierunek dobry. Swoją drogą to wytyczający granice musieli ostro przy okazji balować - granica pofalowana jak nawierzchnia na A1b1. Minąłem Cieszyn. Dotarłem do Skoczowa i skierowałem się w prawo na Ustroń. Ale czasu coraz mniej. Zjechałem w dół w kierunku miasta. Parkuję. Ops. Nie ten parking. Ten kosztuje z dychę za godzinę. Jadę w górę miasta. Znalazłem darmowy - jakby ktoś potrzebował to na ul. Partyzantów przy zbiegu z ul. 3 Maja. Szybko gramolę się z autka i pytam miejscowego, jak daleko do przystanku kolejowego. Uuu. Tak ze 20 minut na piechotę. A ja mam minut 10 do pociągu. Fajnie. I wtedy zjawił się miejscowy Aniołb1. Kierowca dostawczaka, który mówi, że jedzie właśnie w kierunku dworca i mnie podrzuci. Niech mu się darzyb1. Za kilka minut byłem na dworcu. Wpadłem nań, spotkałem turystę z grupy, chwilę pogadaliśmy i przyjechał pociąg z Katowic. Wniosek? Na trasie 280 km nawet minuta może decydować o powodzeniub1.

01

Stacja Wisła Głębce

    

   Sobotni marsz

   Pociąg do Wisły. Tylko 15 km dystansu a jedzie prawie pół godziny. Teren górski. I zaczynają się rewelacyjne widoki. Pociąg jedzie albo wysokim nasypem albo trawersuje zbocze albo akurat po wiadukcie. A wokół góry. Podobnie do swojskiej trasy czyli nieczynnej obecnie trasy kolejowej Świdnica - Jedlina Zdrój. Wisła-Głębce. Koniec podróży. Wysiadamy.

02

Buźki jeszcze uśmiechnięte

   Pogoda wymarzona. Słońce. Temperatura kilka stopni powyżej zera. Niebo bezchmurne. Zbiórka. Buźki jeszcze uśmiechnięte. Przed nami trasa: Wisła - Przełęcz Kubalonka - Przełęcz Szarcula - Stecówka - Przysłop - Barania Góra - Magurka Wiślańska - Przełęcz Salmopolska - Smerekowiec - Przytulisko Telesforówka (mapa trasy w linku). Wyznaczenie przewodnika i do góry. Na Przełęcz Kubalonka. Trochę leśnych dróg, trochę asfaltu. Miejscami pojawia się lodowa nawierzchnia. Niecała godzina i wychodzimy (nie bez przygód) na przełęcz czyli typowe dla turysty samochodowego miejsce odpoczynku - parkingi, budy z ciupagami i oscypkami, zajazdy. Dużo asfaltu, betonu i stali. Dobrze że wokół las. Nawet widoków na okolicę nie ma.

06

Widok na Wisłę Czarne i Malinkę

   Kilka minut postoju i dalej w drogę. Kolejna asfaltówka do Przełeczy Szarcula. My jednak idziemy szlakiem więc czasami zdarza się, że szlak opuszcza drogę. Wreszcie zaczyna się prawdziwe chodzenie. Parking kończy możliwość wjazdu dalej, więc turyści samochodowi znikają. Skręcamy w las by powoli piąć się pod górę. Ścieżka niezbyt trudna lecz czasem lubiąca - w najmniej spodziewanym momencie - skręcić nagle o dziewięćdziesiąt stopni. Las, polany leśne, wąwozy a wszystko to pokryte lub nie cienką warstwą śniegu, w zależności od kierunku nachylenia stoku. Kolejny krótki postój z widokiem na północną stronę znad Dorkowej Skały - w dole zabudowania Wisły-Czarne, w oddali Malinka. No i oczywiście szczyty gór - Czupel, Jawerzny, Malinów. Powoli też zaczyna odsłaniać się pasmo Baraniej Góry. Dalej. Kolejny punkt widokowy. Z trawersu bezimiennej górki. Tym razem na południową stronę. Oj. Tu to dopiero panorama - jak w linku. Na pierwszym planie Ochodzita z widoczną trasą zjazdową i wyciągiem. Na ostatnim planie od lewej - Rycerzowa Wielka, Wielka Racza i mnóstwo innych górek po słowackiej stronie. W dolinach m.in. Istebna i Koniaków. Piękny punkt widokowy. Idziemy dalej. Dochodzimy do miejsca zwanego Stecówką.

09

Kaplica na Stecówce

   Stecówka. Rozległa polana w lesie na południowym zboczu, zabudowana schroniskiem, kaplicą a nieco niżej domostwami, z wieloletnią historią. Tak jak większość przysiółków w Beskidach. Przysiadamy w okolicach wiaty turystycznej i delektujemy się miejscem. Do podziwiania - piękne. Ale do życia - zapewne trudne.

   Kolejne kilometry przez las. Sporo śniegu. Północne zbocze grzbietu. Schodzimy na kolejną alsfaltówkę. Ta wiedzie do schroniska na Przysłopie. Nie jest jednak dla pichurów. Kilkaset metrów i szlak odbija w lewo. Dość ostro pod górę. Dobrze że śniegu nie ma - południowe zbocze. Kolejne kilkaset metrów i w końcu jest - betonowy klocek w środku lasu czyli schronisko na Przysłopieb1. Jak już pisałem w innym miejscu - swoją architekturą pasuje tu jak wół do karety. Jednak swoją rolę spełnia. Daje wikt i dach nad głową. Wchodzimy do środka, zajmujemy całą salę i przystępujemy do opróżniania bufetu. Nie ja. Wychodzę na zewnątrz i robię kilka fotek miejsca. Byłem tu już prawie trzy lata temu lecz w nocy, więc fotek nie dało się robić. I nagle mój kochany smartfon odmówił posłuszeństwa. Co jest? Zbuntował się. Wygląda na to, że na skutek różnicy temperatur pomiędzy kieszenią a otoczeniem, pękła matryca. Fajnie. Jestem załatwiony na amen. Ani fotki nie zrobię i też sms-a nie wyślę, że o dzwonieniu nie wspomnę. Trudno. Od tego miejsca będę musiał posiłkować się fotami towarzyszy wędrówki. Wracam do schroniska, opróżniam butelkę mineralnej, biorę udział w wysłuchaniu kilku referatów na temat okolicy. I tak zeszła godzina.

12

Przysłop

   Ruszamy dalej. Kierunek Barania Góra. Już znanym mi szlakiem - ostro pod górę. W nogach mam już kilkanaście kilometrów, więc to włażenie nie za bardzo mi idzie. Młodzież rwie ostro a ja zaczynam odstawać od towarzystwa. Przerwa w marszu.

13

Panorama spod Wierchu Równiańskiego

   Na prawo rozległa panorama gór. Gdzieś spod Wierchu Równiańskiego. Widok znów zapiera dech. Dla takich widoków warto cierpieć - poglądowy widok w linku. Idziemy dalej. Podejście robi się coraz mniej uciążliwe a miejscami nawet się wypłaszcza. Mijamy Wierch Wisełka. Jeszcze moment i jesteśmy na szczycie Baraniej Góry. Wieża i widok z niej na cztery strony świata - link. Niestety. W dolinach smog ciągnący się od północy ze Śląska, wpełzający w górskie doliny. Temperatura na szczycie sporo poniżej zera. W dodatku dają się odczuć lekkie podmuchy zimnego wiatru. Kaptur na głowę.

   Pamiątkowa focia i dalej. Jesteśmy w połowie drogi. Dalej ma być łatwiej czyli mniej podejść. Zielonym szlakiem w kierunku Magurki Wiślańskiej. Szlak, w tym przypadku, to raczej powiedzenie na wyrost. Północny stok Baraniej Góry. Śniegu od groma i ciut, ciut. Trawers szeroki na jednego człeka. Poślizgnięcie się grozi zjazdem na ... co kto lubi ... kilkadziesiąt metrów w dół.b1 Wymijanie z nadchodzącymi z przeciwka bardzo uciążliwe, miejscami wręcz niemożliwe. Daliśmy radę. Ja jednak na samym końcu wywinąłem orła dość nieszczęśliwie bo naciągnąłem mięsień łydki. Ból potworny a miejsca nawet na zmianę pozycji nie ma. W końcu odpowiednio naciągnąłem stopę i po bólu. Trawers z głowy. Długie podejście i już Magurka Wiślańska. Przerwa na żółcenie śniegu. I jak pech to pech. Wokół setki hektarów lasu, wchodzę w zagajnik i słyszę ... zajęte.b1

14

Widok z Baraniej Góry na wschód

   Powoli dzień zaczyna dobiegać końca. Widać piękny zachód słońca. Dylemat. Który zachód słońca jest piękniejszy? Ten w górach czy ten nad morzem? Idziemy dalej zielonym w kierunku Malinowskiej Skały. Dziwne. Na śniegu dużo plam krwi. Tak jakby jakiś ranny zwierz szedł szlakiem. Dziki zwierz? Raczej niemożliwe. One trzymają się z daleka od ludzi. To musiał być psi towarzysz jakiegoś turysty. Krwawe ślady ciągną się przez kilka kilometrów. Pies musiał stracić dużo krwi. Przed Malinowską Skałą odbijamy w lewo najpierw na szlak niebieski a poźniej czerwony, prowadzący w kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Jest już noc. Widoków niewiele. Czasami w oddali widać rzęsiście oświetlony jakiś stok narciarski, zwłaszcza ten na Czantorii. Poza tym cisza i pustka. Docieramy na przełęcz. Śniegu wokół niewiele ale ratraki pracują ostro. Jutro niedziela więc zapewne pojawi się sporo narciarzy. Kilkanaście minut odpoczynku i dalej. Tym razem asfaltówką w dół a później szlakiem żółtym mocno w dół. Cel coraz bliżej ale i zmęczenie coraz większe. Marsz, marsz, marsz. Po pewnym czasie nagle ukazują światła w oknach i widać zarysy zabudowań. Niemożliwe.

15

Przed Przytuliskiem Telesforówka

   To koniec marszu na dziś. Niestety nasza przystań znajduje się na samym końcu przysiółka. To Przytulisko Telesforówka. W końcu docieramy tam. No, niezły kawałek świata przeszliśmy - 28 km po błocie, śniegu i lodzie w 11.5 godziny z kilkoma dłuższymi przystankami.

   Niedziela - drugi dzień marszu

   Na dziś zaplanowana jest taka trasa: Trzy Kopce Wiślańskie - przysiółek Zakrzosek - Orłowa - Beskidek - schronisko na Równicy - Ustroń. Tylko 13 km. Podchodzenia niewiele poza tym na Orłową.

16

Widok spod Trzech Kopców Wiślańskich

   Wyruszamy z Telesforówki przed 10tą. Pogoda jak zwykle czyli w sam raz na łazęgę. Niebo bezchmurne, temperatura jeszcze poniżej zera. Jesteśmy jeszcze na wysokości ponad 800 m.n.m. W zasadzie marsz bez wrażeń (poza osobistymi ale o nich wspomnę - może - na końcu). Kilka godzin z góry i pod górę i dochodzimy pod Równicę. Cywilizacja. Z miejsca pojawiają się turyści samochodowi w nienagannych szatkach, butach za kilka stówek no i potencjalni dawcy nerek czyli motocykliści. Jakby co to oni wszyscy w górach byli.b1 Zajmujemy salę w schronisku na Równicy (dlaczego "na" jeżleli schronisko leży ze sto metrów niżej) i oddajemy się konsumpcji czyli wcisnaniu miejscowych frykasów. Jedni kupują tradycyjnego schabowego a ja? Łakomstwo bierze górę i zamawiam sobie omleta z owocami. Omlet słusznych rozmiarów, nadziewany bitą śmietaną i musem czekoladowym, otoczony pokrojonymi owocami. Z miejsca poczułem się jak w Chatce Górzystów. Pyszota taka sama jak ten izerski omlet. Do tego czarny szatan. Aż się odchodzić stamtąd nie chce.b1

   Zbiórka pod schroniskiem - przez godzinę oglądani jesteśmy niczym małpy w zoo.b1 Trudno. Ruszamy w kierunku Ustronia czerwonym szlakiem. Jeszcze tylko po drodze kamienny ołtarz - miejsce kultu ewangelików latach 1654 - 1709. I dalej w dół. Miejscami stromo. Ba. Bardzo stromo z dodatkową atrakcją czyli lodową rynną. Niebawem ukazują się pierwsze zabudowania Ustronia. Rozpoczynamy jego zwiedzanie. Na początek źródła żelaziste - woda ze źródła zawiera między innymi jony żelaza, sód, potas i wapń i była wykorzystywana do kuracji pitnych. Dalej przechodzimy ul. Sanatoryjną w okolice kościoła pw. Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata by podziwiać lokalną samowolkę budowlaną - czyli monumentalną rzeźbę Chrystusa Króla Polski. Kierujemy się w stronę centrum miejscowości.

17

Mural na ścianie Biblioteki Miejskiej

   Ratusz a za nim biblioteka miejska z rewelacyjnym muralem. Dosłownie dzieło sztuki. Piękny jest. Ustroń sprawia wrażenie miasteczka zadbanego i przyjaznego turystom. Pod biblioteką nasza eskapada kończy się. Żegnam się z grupą i rozpoczynam poszukiwanie mego środka transportu. Kurcze. Myślałem że jest bliżej a okazało się, że muszę jeszcze z kilkaset metrów przejść w górę. W końcu znalazłem go. Cały i zdrowy - odpalił za pierwszym razem.b1 Rozpoczynam drogę powrotną. Muszę napisać że oznakowanie dróg na Śląsku stoi pod zdechłym azorkiem. Co szkodzi np. w Żorach by zamiast zielonej tabliczki z napisem - Gliwice zawieszono tabliczkę niebieską ze znakiem A1? Nie wiem. Chyba tylko brak pomyślunku zarządzającego drogą. Dzięki takiemu pomysłowi dojechałem do Katowic zamiast wcześniej skrócić sobie drogę np. w tych Żorach. Wbiłem się na A4, przejechałem bramki wjazdowe, po 100 minutach wyjazdowe. I już byłem w swoiskich okolicach. Czterdzieści minut później otwierałem drzwi wejściowe do domu. Nie ma to jak w domu czyli na Dolnym Śląsku.b1

    

   P.S. W Beskidach spotkałem dużo życzliwych ludzi, niestety przyjezdni rzadko do nich należą.

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Serwis mapa-turystyczna.pl