2018.04.29 - Góry Kamienne/Suche wiosennie

   Dziś postanowiłem odwiedzić dawno niewidziane Góry Suche, a przede wszystkim Sokołowsko. Dlaczego tam? Wydaje mi się, że akurat w tym paśmie Gór Kamiennych najlepiej czuje się rozkwitającą wiosnę. Może sprawia to bliskość porośniętych stromych szczytów? A może po prostu fakt, że każdy szlak prowadzi lasem. W każdym bądź razie zawitałem do Sokołowska.

01

Wiosenne Sokołowsko

   Tym razem trasę wędrówki miałem przemyślaną. Postanowiłem zwiedzić te góry od tyłu czyli od czeskiej strony, częściowo szlakami a częściowo nieznanymi mi jeszcze ścieżkami po czeskiej stronie. Z szacunków wychodziło że mam do przejścia ok. 14 km i około 500 m przewyższenia. Pestka.b1 . Wyruszyłem z Sokołowska czarnym szlakiem w kierunku Przełeczy Sokołowskiej. Najpierw asfaltowymi ulicami miejscowości - mijając cerkiew z prawej strony, by po kilku minutach rozpocząć podejście na przełęcz leśnym duktem.

02

Góry, łąki i lasy ... wiosna!

   Przed wejściem w las spojrzenie do tyłu w kierunku Bukowca. Pięknie jest. Stok góry pokryty drzewami ze świeżą zielenią. Jej odcień istnieje tylko o tej porze roku. Powoli wspinam się pod górę. Tym razem muszę uważać pod nogi. Matka Natura wysyła mi co chwilę jakieś stworzonko. A to ślimaczka, a to żuczka.

03

O! Zielony żuczek

   Niestety wokół widać efekty działalności szyszkowców - olbrzymie stosy drewna i pniaki na stokach. Po kilkudziesięciu minutach docieram na przełęcz i przechodzę granicę. Wchodzę do innej bajki. Las prawie dziewiczy - żadnych stosów i pniaków. Może Czesi nieświadomi są skutków działalności kornika?b1 Robi się gorąco - nasłonecznione południowe stoki Gór Suchych. Schodzę ostro w dół krętym wąwozem i zastanawiam się w jaki sposób przed laty przewożono tędy towary. Jak te konie dawały tu radę.

   Dochodzę do odsłoniętych skał i rozdroża. Przede mną otwiera się panorama okolic Brumova. Cykam fotki i skręcam w lewo na drogę trawersującą zbocze jakieś góry. Wokól tabliczki z informacją że jest to teren chroniony ujęcia wody. Po kilkunastu metrach mijam dziwną budowlę.

04

Drzwi do góry

   Może sama w sobie nie jest dziwna - budka wmurowana w zbocze - ale te drzwi wejściowe. Jak to mówią - nówka, prawie nie śmiganab1, z mosiężną wypolerowaną klamką. Jak to możliwe? Kilkaset metrów od granicy a one tam sobie jeszcze tkwią. Oj ginie tradycja w narodzieb1. Fotka i dalej w drogę. Teraz idę poza szlakiem, tylko wg mapy. Zamierzam dojść do żółtego szlaku biegnącego od Ruprechtic. Droga prowadzi skrajem lasu z widokiem na południową stronę. Od czasu do czasu pojawiają się zabudowania - nowe murowane i stare drewniane.

05

Okoliczne zabudowania

   Widoki na Czechy piękne. W oddali Brumovskie Steny i inne pagórki większe lub mniejsze. Ptaszki śpiewają, słoneczko świeci. Idylla. Tylko ten mały niepokój. A co będzie jak pobłądzę? Odpowiedź jest prosta - więcej kilometrów w nogachb1. Idę dalej, dochodząc do niebieskiego szlaku. Ten mnie nie interesuje. Ja muszę na Ruprechticky Spicak od tylnej strony. Wtem pojawia się rowerzysta. Jako dobrze wychowany człowiek pozdrawiam - dobry den. Odpowiada - dzień dobry. I dobrze bo mój czeski prawie kończy się na tych słowach.b1 Rowerzysta przystaje i zaczynamy rozmawiać. Okazuje się że obydwaj pochodzimy z Wałbrzycha, mamy wspólnych znajomych nawet, chociaż jak mi się wydaje, wcześniej nigdy nie spotkaliśmy się. Wymiana poglądów na kwestie turystyczne i w drogę. On szlakiem niebieskim - bo tym da się pedałować, a ja idę dalej szukać żółtego.

06

Nauka latania

   Dalej las, lekkie podejścia. Nagle droga skręca w prawo w dół. Po chwili pojawia się łąka z zawartością czyli potencjalnymi lotniarzami. Póki co to raczej byli to cykliści niż lotniarze, bo toczyli swoje skrzydła właśnie po tej łączce - nauka wymaga poświęceńb1. Droga skręca teraz w lewo i ukazuje się mało zachęcający widok - ściana góry będącej moim celem. Kurcze. Ja mam tam wejść? Toż to prawie jak Mount Everest, tylko porośnięty. W dodatku droga wiedzie jeszcze w dół czyli podchodzenia będzie więcejb1. Docieram do żółtego szlaku. A ten zaczyna łagodnie prowadzić w górę ale nie w kierunku tej ściany. Jest dobrze. Idę sobie leśną drogą, wymijam kilka osób i docieram do skrzyżowania z wiatą. Postanawiam zrobić sobie dłuższy odpoczynek przed szturmem na R. Spicakb1. Rozglądam się wokoło. Drogowskaz. Ruprechticky Spicak - 1 km. To taki czeski dowcip. Niby 1 km a godzina marszub1. Dlaczego Czesi dystans w górach oznaczają w kilometrach a nie w czasie do przejścia? Przecież takie 1 km niczego nie mówi o stopniu trudności. Jest chyba róznica pomiędzy 1 km w poziomie a w pionie dla piechura? Dobrze. Ja się nabrać nie dam.

07

Ściana b1

   Ruszam pod górę. W końcu jakaś normalna ścieżka przez las a nie droga. Kamienie małe i duże, korzenie. Słońce grzeje intensywnie od tyłu. Powoli, powoli i po kilkunastu minutach las zaczyna się przerzedzać, umożliwiając podziwianie widoków na południe. Szkoda tylko, że powietrze robi się mniej przezroczyste - pogoda burzowa. Ale góry, pola, wioski i lasy widać tak do 20 km.

08

Panorama spod R. Spicaka na południe

   Jeszcze tylko kilkaset metrów wysiłku i ukazuje się szczyt z zawartością czyli wieżą widokową. Z tej zawartości b1 można dostrzec taką panoramę - link. Po kilku minutach docieram tam, rozglądając się za wydeptaną i nagrzaną trawą. Jest. Zalegam mając przed sobą widok na wschodnią stronę - Góry Sowie ze wszystkim co leży pomiędzy. Robię fotki. Wyciągam lornetkę i przepatruję bliższą i dalszą okolicę. O!. Widać jakiegoś latającego drapieżnika polującego na obiad. Szybuje wysoko by od czasu do czasu zapikować w dól na jakąś gałąź. Na wprost w dole Łomnica, dalej Głuszyca a za nią stoki Gór Sowich. Po lewej Waligóra. Pomiędzy nimi pagórki i doliny bez zabudowań. Widok w prawą stronę niezbyt ciekawy - duże zamglenie powietrza. Ledwie rysują się Góry Stołowe a przecież nie są daleko.

09

Panorama z R. Spicaka na wschód

   Koniec tej laby. Wracam do Sokołowska. Na wieżę nie wchodzę bo już kilka razy na niej byłem, no i widoczność jest nie najlepsza. Rozpoczynam schodzenie w dół wzdłuż granicy. Zauważam, że zejście jest w coraz gorszym stanie. Pojawia się mnóstwo korzeni. Tam trzeba uważać. Udało się. Nie sturlałem się. Po chwili po prawej stronie pojawia się romantyczna ławeczka pomiędzy dwoma drzewami. Gdzieś w tych okolicach przed wiekami znajdowała się huta szkła wzmiankowana w artykule Radosława Robocińskiego - Freudenburger Hütte – huta szkła Preusslerów w Górach Suchych. Kilkaset metrów dalej rozgałęzienie szlaków. W zasadzie powienienem pójść zielonym ale ten prowadzi przez zarośla i widać że nie jest uczęszczany. Znam jednak lepsze rozwiązanie. Kilkaset metrów w kierunku Waligóry czarnym szlakiem i pojawia się skrzyżowanie dróg. Skręcam w lewo w dół.

10

Wąwóz w kierunku Sokołowska

   Tędy można dojść do zielonego szlaku w kierunku Koziny lub skręcić na szlak rowerowy do Bednarskiego Jaru. Wybieram tą drugą możliwość. Po chwili droga schodzi w dół w głeboką dolinę pomiędzy dwoma pasmami. Po prawej Czarnek, Kostrzyna i Włostowa a po lewej już wymieniona Kozina. Południowe zbocza Włostowej gołe, bez lasu. Wycięty. Pozostały tylko pieńki. Droga prowadzi jakby aleją. Widocznie przed laty było to miejsce utrzymane i zagospodarowane. Kilkadziesiąt minut marszu i pojawiają się zabudowania Sokołowska. Jeszcze tylko trochę asfaltu, mijam cerkiew - tym razem od jej czoła, budynki domów wczasowych uzdrowiska i już parking. Koniec eskapady. WIDZIAŁEM i POCZUŁEM WIOSNĘ b1

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone