2018.05.03 - Śnieżka na deszczowo i we mgle

   Miał być wypoczynek na działce ale los postanowił inaczej. Odwiedziła mnie teściowa syna (zwana dalej współteściową) z propozycją wspólnego wypadu na Śnieżkę, której Ona nigdy nie odwiedziła. No problem. Jak trzeba to mus. Ruszamy zdobywać Królową. Pobudka rano i kierunek Przełecz Okraj. Po godzinnej jeździe docieramy na nią. O! Pierwsza niespodzianka. Mokra jezdnia co oznacza że tu padało. No i niebo jakieś takie zachmurzone. Ale przynajmniej ciepło jest. Ruszamy na szlak. Chciałoby się wejść na Skalny Stół szlakiem niebieskim ale niestety, zamknięty jest. Ponoć głuszce miłosne harce czynią.b1 Trudno.

01

Jeszcze nie pada ...

   Pójdziemy szlakiem czerwonym po czeskiej stronie taką trasą. Rozpoczynamy na niebieskim, kros przez stok narciarski i już jest czerwony - kawał asfaltu ostro pod górę. Pamiętam kiedy szedłem tu w 2012 roku i ślimaki mnie wyprzedzały. Teraz jest znacznie lepiej - już wyprzedzam te starsze.b1 Pomykamy sobie beztrosko a tu nagle chlup z niebios. Przystanek, poszukiwanie peleryn i ubranie ich ciutkę trwało. Deszcz zdążył już zrobić swoje. Co tam. Możemy być mokrzy. Dziś najważniejsza jest Śnieżka. Dość szybko dochodzimy do Sowiej Przełęczy i za chwilę rozpoczynamy podejście do Jelenki. Moja partnerka narzuciła szybkie tempo, chyba nieświadoma trudności podejścia na Królową od strony Pecu.

02

... ale niebawem

   Dochodzimy wkrótce do Jelenki i o dziwo. Przestało padać. Mimo wszystko wchodzimy do schroniska na piwo. No bo jak? Być w Czechach i ichniego piwa się nie napić. Toż to grzech.b1 Obalamy po szklance. W tym czasie pogoda zrobiła następnego psikusa i przestało padać. Ba. Nawet słońce zaczęło prześwitywać przez chmury. Świetnie. Nareszcie coś widać. To jedno. A drugie to że na szlaku pustki. Deszcz skutecznie rozwiązał problem tłoku.

03

Po zielonym szlaku

   Opuszczamy ten przyjemny przybytek i kierujemy się na zielony szlak, biegnący trawersem Czarnego Grzbietu. Mam nadzieję że w końcu, za trzecim razem uda mi się dojść do żółtego, biegnącego od Pecu. Zielony to uroczy szlak. Wąska ścieżka początkowo przez las a pożniej po piargach na odkrytym terenie. A widoki? Przepiękne. Na południe. Pagóry i lasy. Żadnego śladu ludzkiej działalności. Po prostu dziewicza natura. Polecam ten szlak zamiast tego deptaka po grzbiecie. Wkrótce przechodzimy nad miejscem katastrofy lotniczej z 1945 roku i zbliżamy się do śniegu. Tak śniegu.

04

Śnieg b1

   Zalega w miejscach gdzie płyną strumienie. Jest go dość dużo. Przy jednej z tyczek sprawdzam grubość warstwy. O kurcze! Pół metra. A stok południowy. Nasłoneczniony. Mimo wszystko śnieg się jeszcze utrzymuje. Idziemy dalej. Mijamy miejsce w którym zawsze skręcam na Czarny Grzbiet. O dziwo zauważam nawet strzałkę wymalowaną na głazie a skierowaną prosto. Trawers zaczyna przechodzić przez zbocze Królowej. Pojawiają się korzenie drzew chociaż samych drzew już nie ma. Korzenie, korzenie i tak przez dwadzieścia minut. Tyle korzeni w jednym miejscu w życiu nie widziałem. Marsz po nich nie jest przyjemny ale widoki wynagradzają trudy. Dochodzimy do trakcji linowej drahy i robimy sobie krótki odpoczynek na wysuszonych porostach. Siadamy. Słońce świeci. Za minut kilka wstajemy i ...? Słońca brak. Pojawia się mgła. Szczytu Królowej nie widać. Cóż.

05

Nadchodzi to mokre ... świństwo b1

   W górach pogoda zmienna jest. A dziś to już wyjątkowo. Skręcamy na żólty i powolutku pniemy się w górę po tych cholernych schodach dla wielkoludów. Łatwo nie jest. Współteściowa lekka jak piórko to pomyka. A ja? Kilka przystanków musiałem zrobić dla złapania oddechu. Wreszcie dwa skręty szlaku i szczyt. Stajemy pod punktem trianigulacyjnym. Kaplica ledwo się majaczy a spodków wogóle nie widać. Brakuje tylko obsługi z nożami do krojenia tego mokrego świństwa. b1 Podchodzimy na wyczucie w kierunku spodków by spróbować w ludzkich warunkach coś przekąsić. Hmmm. O warunkach lepiej zapomnieć. Tłok. Siadamy na zewnątrz na kamieniach pod ścianą. Szybka przekąska i powrót. Żal mi współteściowej bo pierwszy raz zaliczyła Śnieżkę a ta ją zawiodła sprowadzając mgłę. Widoki żadne. Trudno. (N.b. współteściowa to ambitna kobietka więc Królowej nie darowała i następnego dnia znowu się na niej pojawiła b1). I tak trzeba postępować z kobietami nawet szlachetnego rodu. b1

   Schodzimy w dół, teraz już czerwonym szlakiem po śliskiej kostce. I nie dość że ta mgła to jeszcze zaczęło lać lub padać naprzemian. Rozgałezienie szlaków na trawersie i kierujemy się na ten deptak po grzbiecie. Tu wrażeń żadnych. Mijamy punkty widokowe jeden po drugim. Ale co nam po nich kiedy sami siebie ledwo widzimy. Po prostu idziemy. O jakości szlaku nie wspomnę bo już kiedyś o tym pisałem. Dla mnie to makabra. Zejście z Czoła. Jelenka bez zatrzymywania się. Sowia Przełecz.

06

A na koniec dobra pogoda b1

   I rozpoczyna się podejście po ostatnią górkę na trasie czyli trawers Kowarskiego Grzbietu. Tę górkę zawsze nazywam ścianą płaczu. Dlaczego? Wraca turysta po szaleństwach Śnieżki lub dalej. Zmęczony. Czasami i głodny. A tu trzeba jeszcze ostro wejść ze trzysta metrów pod górę. Nic tylko siąść i czekać na wybudowanie wyciągu.b1 Jednak dziś zdarzył się cud. Podszedłem na nią bez zatrzymywania i nawet zmęczony nie byłem. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Dobra nasza. Jeżeli tak to szybciej zejdziemy z tego deszczu. Docieramy do asfaltówki, pomykamy w dół i zaczynam marzyć że za następnym zakrętem napewno już jest ten stok. Dlaczego? Bo ta asfaltówka, mimo że w dół, męczy jak diabli. Bardziej wolę nią podchodzić niż schodzić. Wreszcie stok, kilkadziesiąt metrów lasu, tyle samo niebieskiego szlaku i ... przestaje padać deszcz. Na samym końcu marszu. Wycieczka fajna ale żal mi współteściowej. Prawie 400 km przejechała aby zdobyć Śnieżkę a ta małpa odwdzięczyła się wodą w każdej postaci. Dobra. To są wewnętrzne sprawy kobiet b1

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone