2018.05.05 - Sentymentalne miejsca

01

Pomnik Pamięci Górnictwa Wałbrzyskiego

   Nie ma czego ukrywać. Urodziłem się w Wałbrzychu i kocham to miasto bez względu na negatywne opinie innych. Kto go nie poznał ten wiele stracił. A czy ja go dogłębnie poznałem? Nie. Dziś odbyłem wycieczkę po miejscach mi znanych ale także nieznanych. Wraz z grupą podobnych ciekawskich, z przewodnikiem przeszedłem się po szczytach we wschodniej części Wałbrzycha - począwszy od Parku Sobieskiego, poprzez Niedźwiadki a skończywszy na (jak to już kiedyś pisałem - lokalna Mekka) czyli na górze Borowej. Trasa mniej więcej jak w linku. Początkowy odcinek trasy przez park to dla mnie wycieczka sentymentalna. Ile razy w młodości ja tamtędy szedłem? Do szkoły średniej by później wsiąść w autobus, na halę sportową i tak wogóle do miasta czyli do centrum. Szlak niebieski wiedzie dość ostro pod górę. Podejście jest jednak krótkie i kończy się przy schronisku PTTK Harcówka. Schronisko to miało gorsze i lepsze dni ale zawsze jego okolice były najlepszym punktem widokowym na centrum Wałbrzycha i pagórki na południe. Swego czasu Poczta Polska wydała znaczek z serii miasta polskie właśnie z widokiem centrum Wałbrzycha i kopalni Bolesław Chrobry, robionym spod tego schroniska. W chwili obecnej - maj 2018 r. - schronisko jest w remoncie po zmianie dzierżawcy.

02

Widok z Harcówki

   Po wyjściu za schronisko na przełączkę roztoczył się widok na moją dzielnicę czyli Nowe Miasto. Dzielnica otoczona zewsząd zielenią. Najstarsze budynki liczą niewiele ponad sto lat. Po lewej widać górną płytę stadionu Górnika Wałbrzych i halę sportową. Ileż ja pięknych chwil przeżyłem na tym stadionie? Mecze Górnika w III, II i I lidze. Awanse i spadki. Pamiętny awans do I ligi. A później już w I lidze mecz z Wisłą Kraków z zapełnionymi do granic możliwości trybunami - przeszło 35 tys. widzów. Także inne wydarzenia sportowe. Finisz etapu Wyścigu Pokoju czy różne zawody lekkoatletyczne. Mieszkałem w odległości kilometra od stadionu a dokładnie wiedziałem ile bramek strzelili gospodarze. Taka była głośna radość po nich.

   Szlak skręca w prawo i prowadzi krótkim grzbietem w kierunku ulicy Piłsudskiego (d. Świerczewskiego). Z prawej strony pojawia się stok, który dla mnie zimą stanowił doskonałe miejsce do saneczkowania. Na upartego można było dojechać aż pod II LO. Natomiast z lewej strony tuż przed ulicą wyłania się skwerek. Przed laty stały tu baraki, prawdopodobnie były to pozostałości zabudowy szybu Herman. To dla mnie też miejsce miłych wspomnień. Ulica biegnie przekopem obudowanym murem oporowym. Moja dziecięca radość polegała na przejściu tym murkiem. Z zabezpieczeniem. Dołem szedł Ojciec jako ratownik.

03

Totenburg współcześnie

   Dochodzimy do ulicy nie przechodząc przez nią. Idziemy po prawej stronie. Czasami wyłaniają się widoczne w dole budynki centrum. Po lewej stronie natomiast widać pozostałości hałd - jeszcze w latach 70tych rozgrywane były na nich zawody motokrosowe, a przed nimi obudowy zabezpieczające szyby kopalni Herman. Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Nowowiejską. Przewodnik prowadzi grupę do najbliższego miejsca, które umożliwia bezpieczne przejście przez dość ruchliwą ulicę. A ja? Na szagę. Nie pierwszy raz w życiu w tym miejscu. Przecież tramwaje już nie jeżdżą. Skręcamy w ul. Nowowiejską idąc pod górę. W latach mego dzieciństwa ulica ta nie była wyrównana ani wyasfaltowana. Tu to się pędziło na sankach. Kilkaset metrów zjazdu ostro w dół. Marzenie każdego dziecka. Wychodziłeś z domu z sankami a wracałeś z płozami i kilkoma deseczkami na podpałkę, że o obrażeniach cielesnych nie wspomnę. Skręt w prawo. Kierunek Wzgórze V Festiwalu z tzw. Mauzoleum. Jeszcze po lewej tzw. Lisia czyli kolejne miejsce zimowych szaleństw - stroma rynna z góry bez możliwości skutecznego hamowania. Płoty na końcu zjazdu były często naprawiane.

04

Szwajcarska Dolina czyli ul. Świdnicka

   Po kilku minutach, podziwiając po drodze wiosenną roślinność, dochodzimy do tego ponurego obecnie miejsca. Obecnie bo w latach mojej młodości tętniło życiem. Było to doskonałe miejsce na wszelkiej maści festiwale ludowe, zawody terenowe, podchody harcerskie i wagary. No i tradycjne wrześniowe Święto Latawca. Na płaszczyżnie wzgórza było kilka boisk piłkarskich zajętych o każdej porze dnia. Nie do uwierzenia! W dole na zboczu w kierunku Podgórza był amfiteatr użytkowany wieczorami przez harcerzy.

   No i sam obiekt czyli Mauzoleum. Spenetrowałem go przed laty wzdłuż, wszerz i w pionie. Niestety. Zwolenników mitów muszę rozczarować. Niczego interesującego tam nie ma. Korytarz naokoło wewnątrz i taki sam korytarz wokól w podziemiach. Dodatkowo kanał, który doprowadzał gaz do znicza stojącego po środku budowli. I to wszystko. Natomiast dla młodzieży budowla ta stanowiła doskonałe miejsce do zabawy grzecznej lub nie. Pamiętam czas kiedy w końcu nauczyłem się wchodzić po murze na dach budowli. Po co? Aby z niego skakać na łąkę pod budynkiem. Tak. A było tego lotu jakieś 6 m. I nikt się nie połamał. Już oczami wyobraźni widzę współczesnych młodzieńców leżących w tzw. szpitalu górniczym po takich skokach.

05

Widoczek z platformy pod Wołowcem

   Opuszczamy wzgórze kierując się w stronę Niedźwiadków. Kurcze! Ja nigdy na nich nie byłem. Owszem. Na zboczach tak ale nigdy na wierzchołku. Widocznie już w dzieciństwie rodziły się we mnie odruchy lenistwa. Idziemy dość ostro pod górę dochodząc na szczyt, a właściwie kilka szczytów rozdzielonych przełączkami. Niestety. Każdy zarośnięty więc widoków brak. Idziemy dalej dochodząc do zabudowań ulicy Świdnickiej (d. Dolina Szwajcarska) i kierujemy się ostrym podejściem zboczem Okrągłej w kierunku Dłużyny przez Przełęcz Szybką. Wybieramy szlak rowerowy aby dojść do platformy widokowej pod Wołowcem. Wow! Co za miejsce. Miasto jak na dłoni. I nie tylko miasto. Akurat widoczność była znakomita więc wszystkie górki w kierunku zachodnim były widoczne doskonale - poglądowy schemat w linku. Jak komuś na Borową za wysoko to ma tu namiastkę.

06

Widok z Borowej na południe

   Ruszamy dalej dochodząc po kilkunastu minutach do Przełeczy Koziej. O! Tu byłem już kilka razy. Krótka narada - jak wejść na Borową. Ja optuję za czarnym szlakim - bardzo stromy ale krótki. Przewodnik natomiast chce dojść do czerwonego i nim wchodzić na górę. Nie ja tu rządzę. Idziemy za przewodnikiem. Najpierw po płaskim terenie a za kilka minut pniemy się dość ostro pod górę. Jednak jest to zdecydowanie łagodniejsze podejście niż szlakiem czarnym (podchodziłem nim w tym roku zimą). W końcu szczyt a na nim owa wieża i ludzki spęd. Ponieważ byłem w tym miejscu wcześniej - link do bloga - to nie będę się rozpisywał o wrażeniach wzrokowych z wieży. Co ciekawe jednak, wieża widokowa stoi od pół roku a już drzewa zaczynają ograniczać widoczność, zwłaszcza w kierunku północnym. Wspomnę jednak o śmieciach. Ludzie! Czy we własnych domostwach też rzucacie papiery i butelki na podłogę??? Zgroza! Myślę że na szczycie powinna mieszkać jakaś dyżurna Mamusia, co to za synusia posprząta.

07

W oddali osiedle Szczęść Boże

   Wracamy w kierunku Podgórza. Tym samym czerwonym. Najpierw ostro w dół a później już łagodniejszym zejściem poprzez las a w końcu łąkami nad Podgórzem. Jeszcze tylko przejście obok schroniska dla zwierząt, pod wiaduktem i koniec eskapady. Dojście na przystanek i dojazd miejskim autobusem na miejsce startu. Piękna wycieczka. Sporo się nagadałem bo miałem co opowiadać. I nawet współuczestnicy słuchali. Mam nadzieję że to nie był ostatni wypad w tym gronie. Do zobaczenia we wrześniu.

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone