2018.06.01/10 - Góry Kamienne/Suche w czerwcu

01

Kiedyś prawidłowy kierunek patrzenia - na wschódb1

   Coś w tych Górach Suchych jest. Jakaś magia. Czy może jest to ukształtowanie zboczy tych gór, może bliskość, a może po prostu dziewicza przyroda. A może i wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to będąc w Sokołowsku, widziałem tajemniczą ścianę drzew zasłaniającą ośnieżony horyzont prawie z każdej strony. Co by nie było, dla mnie one są zawsze piękne i często są celem moich wycieczek. Ba. Często to chyba za słabe określenie. Dość powiedzieć że na dziesięc tegorocznych wypadów w góry, połowa odbywała się właśnie w nich. Jednocześnie jednak częstość bywania w nich stwarza dla mnie problem. Bo przecież nie będę za każdym razem opisywał ich urody i walorów turystycznych, łażąc tymi samymi trasami. I dlatego dwie ostatnie eskapady odbyły się na ciut innych zasadach niż poprzednie. Postanowiłem nie szaleć ze zdobywaniem szczytów.

02

Przełęcz Trzech Dolin z nich słynie

   I tak Waligórę zdobyłem łagodną trasą czyli żółtym szlakiem od tyłu. Zawsze tamtędy schodziłem a teraz dla odmiany wszedłem sobie. To pozwoliło mi na spokojne oglądanie mijanej okolicy a także kontemplowanie się widokiem z ruin dawnej owczarni. A tam akurat jest na co popatrzeć, zwłaszcza że szczęście w pogodzie mi sprzyja. Świeża wiosenna zieleń pokrywa drzewa na zboczach i łąki w dolinach. Co prawda ostatni okres braku opadów zaczyna odciskać na niej piętno ale jest ona nadal jeszcze świeża i soczysta. Taki odcień zieleni tylko o tej porze roku jest.

03

Nie ze mną te numeryb1

   Bednarski Jar też zaliczyłem w drugą stronę czyli idąc od strony Sokołowska. Powoli łagodnym podejściem co pozwoliło mi na baczniejsze spojrzenie na przyrodę wokoło. I nawet padalec z dużą mrówką mi się trafiły pod nogi. Spoko. Przeżyły spotkanie ze mną. Chociaż po padalcu tego nie było widać ale taka jest jego natura - czyli udawanie trupa.b1 Chodzenie w przeciwnym kierunku niż zwykle stwarza pozory odkrywania czegoś nowego.

04

W stronę Bednarskiego Jaru

   I tylko cel był zawsze ten sam czyli Ruprechticki Spicak. No i to wejście na niego. Ostre. Bardzo ostre. Wtedy przydają się nareszcie słupki graniczne. Doskonale robią za krzesełka na złapanie oddechu. A kiedy już się kilka z nich zaliczy dochodzi się do szczytu. Miejsce zagospodarowane, z dużą ilością wolnej przestrzeni po to by się złożyć na trawie i gapić się w niebo. Akurat za każdym razem miałem lorenetkę więc posłużyłem się nią do oglądania ruchu lotniczego na polsko-czeskim nieboskłonie. Stalowe ptaszki latają często. Przez szkła dobrze widać ich kolorystykę. I tu muszę napisać że samochody pod tym względem im nie dorównują. Po niebie lata prawdziwa feria barw, poza kolorem czarnym. A na ulicy bywa odwrotnie. Ciekawy jestem jakim kolorem odwzorowane są podniebne kompleksy?b1

05

Paprocie na R. Spicaku

   Widoki ze R. Spicaka? To już rutyna. Zawsze te same a za każdym razem jakby inne. Jednakże spojrzenie w kierunku wschodnim na Masywu Wielkiej Sowy pozostawia niezapomniane wrażenia. Po prostu trzeba to jednak samemu zobaczyć. Piknie jest.b1

06

Nie każdy przetrwa na szczycie

   Miałem jeszcze ochotę na wejście na Suchawę z kierunku Waligóry ale zanosiło się na burzę więc z planów nic nie wyszło.

   Szkoda tylko że te góry są suche nie tylko z nazwy. Kilka strumieni więcej dodało by im jeszcze większego uroku ale zapewne przyciągnęły by więcej amatorów nie tylko łażenia. Podobnie jak schronisko Andrzejówka. Wchodzę do niego a w nim tłum. W środku dnia przy temperaturze ok. 30 stopni. A później na różnych grupach na fejsie czytam - byliśmy w górach.b1

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone