2018.06.24 - Góry Sowie

   Przez kilka tygodni pogoda rozpieszczała słońcem i wysoką temperaturą wszelkiej maści łazików. Nic nie trwa wiecznie. W końcu przyszedł ten moment kiedy się kompletnie zmieniła. I wtedy właśnie postanowiłem odwiedzić po miesiącu z hakiem Góry Sowie. Potrzebne mi było takie wyjście bo jak długo można oglądać kilkudziesięciu facetów ganiających za kulą? b1 Zwłaszcza że dodatkowo był to dzień nadziei na dobry wynik naszych ganiaczy. A z nadzieją jest tak jak zapewne wszyscy wiedzą. Kula okazała się tą przysłowiową.b1

   Wieczorem w sobotę obejrzałem w necie wszystkie możliwe prognozy. Nie było źle. W G. Sowich śniegu nie prognozowano. Co innego na Śnieżce. Tam był możliwy drobny opad.b1 Faktycznie. W niedzielę rano śnieg nie padał. W zamian za to mżyło a pułap chmur oscylował w granicach 300 - 500 m. Co mi tam jakiś deszczyk drobny. Idę. Może lokalna czarownica ulituje się nade mną i wyczaruje mi chociaż brak opadów. I o dziwo. Na Przełęczy Jugowskiej nie padało. Ba. Z biegiem czasu nawet chwilami pojawiało się słońce. Czarownica miała moc. Postanawiam zakolegować się z nią i pakuję jej moce do plecaka.b1

01

Polana Jugowska

   Postanowiłem pójść w tradycyjną trasę ale w kierunku odwrotnym czyli na początek Wlk. Sowa a później Sokolec z przyległościami - przybliżona trasa w linku. Widok z łąki powyżej przełęczy (Polana Jugowska) jak zwykle piękny. Niski pułap chmur i miejscami prześwitujące słońce powoduje wrażenie oglądania filmu. Co chwilę odsłania się inny oświetlony fragment północnej części Kotliny Kłodzkiej, prowokując do wyciągnięcia lornetki i penetrowania oddali. Trochę wyżej spotykam stado owiec. Przyglądamy się sobie z zainteresowaniem. Szukam wśród nich baranów, bo te mogą być jurne i czupurne, i odnoszę wrażenie, że one patrzą na mnie jak na owego barana.b1 No, no. W drogę, jednakże z uwagą bo owce pozostawiają widoczne ślady po sobie. Rozstaje szlaków i krótkie podejście na wzgórze Kozia Równia mijając po drodze naturalny obelisk - Niedźwiedzia Skała - z tablicą ku czci Hermanna Henkela. Miejsce to bywa często polem do popisu różnej maści pseudo-patriotów, których szczytowym osiągnięciem jest pomalowanie skały wraz z tablicą. Cóż. Jaki umysł taki patriotyzm. W tym roku jednak skała jest czysta. I bardzo dobrze.

02

Wejście na ... jarmark

   Kilkanaście metrów wyżej i już Kozia Równia. Wzgórze mocno zarośnięte. Widoków żadnych poza lasem. Szlak zaczyna iść duktem leśnym z tradycyjnymi już śladami wywózki drewna. Szedłem tamtędy wielokrotnie. Był nawet taki moment, że nie dało się nim iść bo był tak rozjeżdżony. Teraz i tu wszystko wróciło do normy. A nawet więcej bo wygodniej jest iść tym duktem niż wyznaczonym szlakiem w postaci wąskiej ścieżki. Efekt i tak jest ten sam czyli Kozia Przełęcz. A na niej pustki. Żadnych piechurów czy rowerzystów. Niedziela, początek wakacji a ludzi nie ma. Cisza wokoło i soczysty las. I bardzo dobrze.

03

Na Srebrnej Drodze

   Podejście na Wielką Sowę też puste. Prawie. Pojawia się trzech biegaczy. Przemknęli i po sprawie. Dalej cisza ze świergotem ptaków. Las, las, las. Las zroszony kroplami deszczu. Taki świeży. Kilkanaście minut podejścia i wyłania się wieża Wielkiej Sowy.

04

Domek czarownicy

   Szczyt. Dochodzę i co widzę? Nie ma na nim ludzi. Na Sowie nie ma ludzi. Cuda jakieś.b1 Przecież bywa tam tak, że w świąteczny dzień nie ma gdzie przysiąść. A dziś? Pustki. Chociaż są to pustki tylko pod względem ludzkim bo ilość stojących tam obiektów zwiększa się gwałtownie. Zgroza. Co my tam mamy? Wieża, kaplica, stacja przekaźnikowa, dwie wiaty, wiata na ognisko, rzeźba sowy, rzeźba muflona, budka z mini barem, przyczepa kempingowa pod płotem, ławy i siedziska w dwóch rejonach szczytu. Coś pominąłem? Tak. Jeszcze jakieś dwa terenowe pojazdy.

05

Sokolec

   Przysiadłem w jednej z wiat by się pożywić i zacząłem rozmyślać nad polityką władz Pieszyc do których należy ten teren. Rozumiem że chcą udostępnić szczyt jak największej rzeszy turystów bo z tego są konkretne pieniądze. Tylko że jest to polityka krótkowzroczna czyli chciwość. Niebawem miejsce to zostanie rozdeptane, wytrzebione i zaśmiecone. Dowody? Wokół brak chrustu bo został już spalony pod kiełbaski, wysyp grzybów zwanych papierzakami, runo w postaci pustych butelek i worków foliowych. I wtedy zapewne trzeba będzie sięgnąć po fundusze Państwa na rekultywację terenu bo nasze zyski przejedliśmy. Ot, polityka pasożyta. Proponuję pójść dalej i wyasfaltować Srebrną Drogę. A co. Można wjeżdżać pod Schronisko Orzeł to dlaczego nie na Wielką Sowę? Jak już żerować to na pełny gaz. Nóż się w kieszeni otwiera!

06

Spod Grabiny

   Dość tych ponurych rozmyślań. Ruszam w dół Srebrną Drogą mijając wkrótce ruiny dawnego schronu narciarskiego by dojść do pięknego miejsca widokowego. Niestety. W chwili obecnej widoki są mocno ograniczone pułapem chmur. Widać tylko najbliższe pasma czyli Góry Suche i Wałbrzyskie. Karkonosze są za chmurami. Trudno. Skupię się na bliższym otoczeniu. A to jest ciekawe. Choćby drzewo z zielonymi liśćmi na wielu gałęziach a na kilku liście są czerwone - jesień na początku lata. No i widok na zbocze Waligóry ukazujący trudność podejścia żółtym szlakiem. I te doliny z malutkim domkami, wąskimi polami, łąkami i niewielkimi zagajnikami. I co najważniejsze - znikome ślady cywilizacji.

   Ruszam dalej. Krótkie dojście od Srebrnej Drogi do Schroniska Sowa. Na szczycie wzniesienia zaskoczenie. Przecież dopiero niedawno pomyślałem o asfaltówce a tu już ktoś odpowiedział na mój apel - czarna ibiza na kamieniogórskich blachach. W środku lasu, w środku parku krajobrazowego. Miałem ochotę spuścić powietrze z kół.

   Schronisko Sowa. Przechodzę mimo. Dziś nie skuszę się na opata. Kieruję się w dół zielonym szlakiem do Sokolca mijając oznaki dawnej świetności tego miejsca. Po prawej jeszcze stojące budynki lub też ślady po nich w postaci kamiennych fundamentów lub murów oporowych. Po lewej stroma dolina wartkiego potoku. Wokół las skrywający te wszystkie oznaki dawnego życia - link. Szlak prowadzi ostro w dół. Ścieżka nie jest mocno wydeptana, miejscami wiedzie po trawie. Trzeba uważać by się nie pośliznąć. Po chwili z lewej ukazuje się kolejna ciekawostka - dom a przed nim park linowy. Czarownica (ta z Przełęczy Jugowskiej) powiedziałaby pewnie, że wygląda prawie jak jej chałupa.b1 A na wprost majestatyczne zbocze Grabiny porośnięte lasem. Tam muszę wejść. Będzie ostro pod górę. Tymczasem dochodzę do doliny z której ukazuje się piękny widok na Wzgórza Włodzickie. Cykam fotkę i idę dalej z wiedzą, że za kilkadziesiąt minut nie takie będę oglądał krajobrazy.

07

Grabinowy las

   Przekraczam mostkiem Sowi Potok i rozpoczynam powolne wdrapywanie się na Grabinę. Szlak wiedzie trawersem góry przez las. Po prawej strome zbocze a w dole droga z Sokolca do Rzeczki. Spad jest tak ostry że staczający się kamień może komuś zrobić krzywdę nawet w pojeździe. Kilka minut podejścia, jeden skrót i dochodzę do połowy drogi na szczyt. Gdzieś w tych okolicach znajdowała się przed laty leśniczówka. Stąd zaczyna już się roztaczać piękny widok. Zaczyna się, więc lezę jeszcze trochę wyżej. Odnajduję samotną skałe - jedną z Lisich Skał, rozbijam się u jej podnóża i konsumuję widok - schemat w linku. I znowu lokalna czarownica pokazała swą moc.b1 Chmury rozstępują się. Zaczyna świecić mocne słońce oświetlając te bliskie i dalekie cuda. Jestem tu nie po raz pierwszy ale dopiero teraz dostrzegam odkryte skały na ścianie Gór Stołowych, dach Schroniska na Szczelińcu odbijający promienie słoneczne a w dalszej perspektywie Góry Orlickie. Niestety. Karkonoszy ciągle nie widać. Może to z powodu śniegu, który miał tam ponoć padać? b1

08

Na niebieskim szlaku

   Posiedziałem tak sobie kawał czasu. Warto było. I wtedy zauważam że czary straciły na mocy.b1 Od zachodu zbliżają się chmury w kolorze żołnierzyków z dzieciństwa. Nie ma na co czekać. Idę dość szybko przez piękny las po płaskim szczycie Grabiny mijając z prawej Lisie Skałki a za sobą mając m. in. takie widoki - fotka ze strony www.przewodniksudecki.info. Niestety. Oświetlenie słoneczne się skończyło więc i zdolność postrzegania otoczenia jest mniejsza. Ale dalej jest pięknie. Wyprzedzają mnie dwie biegaczki z jednym małym biegaczem na czterech łapkach. Zaczyna mżyć. Trudno. Zmoknę. Ale nie taki diabeł straszny czyli z dużej chmury mały deszcz. Jednak kałuże już się porobiły. Przy dojściu do czerwonego szlaku zaczynam odczuwać skutki wdepnięcia w jedną z nich. Niech i tak będzie. Przecież jest to deszczowy dzień to i buty mogą przesiąknąć.

   Zamknąłem pętlę. Jestem znowu na czerwonym szlaku. Zejście w dół na Polanę Jugowską. Nie zauważam owiec ale skutki ich bytności to i owszem. Na butach i pod.b1 Jeszcze tylko ostatnia posiadówka na polanie, konsumpcja resztek prowiantu i czas na podsumowanie. Fajnie było bo liczbę pieszych i rowerzystów można było policzyć na palcach jednej ręki, biegaczy na dwóch. Niestety. Wspomnienie Wlk. Sowy psuje nastrój. I żeby nie było że marudzę. Nie są to tylko moje spostrzeżenia ale także tych, dla których te góry są dobrem a nie odskocznią do kupna nowego samochodu. I to by było na tyle. Wkurzyłem się. Wtedy jeszcze nie wiedziałem że wieczorem jeszcze bardziej się wkurzę.b1

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone