Góry Sowie

   Dzień 1 (mapa trasy - link): Głuszyca Górna (stacja kolejowa) - Kolce - kompleks Osówka (Projekt Riese) - Grządki - kompleks Rzeczka (Projekt Riese) - Walim - Jelenia Polana - Rzeczka

   Kolejna wycieczka kursowa przyszłych przewodników sudeckich. Tym razem wybieram(y) się w Góry Sowie.

01

Symbol

   Rutyna czyli: pobudka, śniadanko, pakowanko, autko i Wałbrzych. Startujemy z przystanku autobusowego luksusem nr 5. Co to się narobiło? Za młodych lat 5-tka dojeżdżała do pętli w Rusinowej i basta. A teraz? Pęta się po okolicy. A to wpadnie do Jedliny-Zdroju, czasami wyciągnie się do Głuszycy a zdarzają się nawet jej kursy do Walimia. Kiedyś od takich numerów była linia 33, z tym że ten jej numer kończył się w Dziećmorowicach.b1 Szybko i sprawnie docieramy do Głuszycy Górnej. Wypad z luksusu i szybkie przeliczenie kursantów. Ich liczba zawsze jest zmienna ale Romka nigdy jeszcze nie widziałem.b1

02

Pierwsza narada bojowab1

   Koniec żartów. Bierzemy się poważnie do nauki. Rozpoczynamy marsz czarnym szlakiem (Szlak Martyrologii) wpierw główną ulicą Głuszycy Górnej. Po chwili już pierwsza zagwozdka. Kilka betonowych słupów przypominających podporę wiaduktu. Bingo. Są to pozostałości linii kolei wąskotorowej biegnącej od stacji kolejowej w Głuszycy Górnej do kompleksu Osówka. Szybko asfalt i płyty chodnikowe zamieniamy na grunt i łąki, posuwając się wzdłuż linii kolejowej Wałbrzych - Kłodzko Gł. Trawa póki co jest wilgotna ale z biegiem metrów wysycha. Idziemy łąką wzdłuż torów w kierunku Cmentarza Ofiar Faszyzmu w Kolcach. Łąka dzika, nie koszona. Pełno na niej różnych roślin pospolitych ale miejscami zdarza się napotkać dziewięćsił. Po obu stronach drzewa a wśród nich stare modrzewie. Po początkowo pochmurnym poranku niebo zaczyna się wypogadzać. Dobrze się idzie. No i wkrótce otwiera się panorama na południowe zbocza Gór Sowich. Wiadomo. Tego nie można pominąć czyli przepytanko z panoramki. I pojawia się problem. Marcin twierdzi że to wzgórze z wieżą przekaźnikową to Sokół a reszta nie za bardzo. W godzinach późniejszych spór został rozstrzygnięty - Marcin miał racje.

03

I pierwsza panoramkab1

   Aby dotrzeć do cmentarza musimy zejść ze szlaku. Mały lasek, trochę jakiegoś afaltu i zatrzymujemy się przed schodami, by po chwili wejść na jego teren. Miejsce zadbane. Widać że czasami ktoś tu zagląda, porządkuje i i pali znicze.

04

Cmentarz Ofiar Faszyzmu

   Opuszczamy cmentarz kierując się z powrotem tą samą drogą na czarny szlak. Przechodzimy tory i wchodzimy do Kolc. Krótki postój czyli zakup prowiantu w sklepiku z zapachami inaczej,b1 i w drogę główną ulicą Kolc, by po chwili odbić w prawo w stronę kompleksu Osówka. Drogę znam. Szedłem nią dwa miesiące wcześniej w przeciwnym kierunku. Wchodzimy w las. No i się zaczyna - w niektórych budzi się natura łowcy, więc zaczynają rozłazić się na boki w poszukiwaniu grzybów. Przoduje w tym Tadeusz. Z dobrym skutkiem.b1

05

Wejście do sztolni nr 2 kompleksu Osówka

   Mijamy zarośnięte fundamenty dawnych budowli docierając do kolejnego miejsca posiłku - bar i kasa biletowa na wejście do kompleksu Osówka. Kolejny krótki postój, drobny incydent doniczkowy,b1 posiłek i ruszamy. No. Na tym odcinku nie będę miał lekko - prowadzę. Na szczęście jestem obryty a teren jest mi już znany. Zaczynam opowiadać o obiektach widocznych w pobliżu lub znajdujących się za drzewami. W kilka minut docieramy do wejścia do sztolni kompleksu. O dziwo zauważam że grupa się powiększyła o przypadkowych ludzi. To mi pochlebia.b1 Nie wchodzimy do sztolni bo mamy jeszcze wiele do zobaczenia a czas - jak zwykle - goni. Czytamy, oglądamy i dzielimy się własnymi informacjami. Ilekroć patrzę na mapę z zaznaczonymi sztolniami i obiektami na powierzchnii, odnoszę wrażenie że zostało to perfekcyjnie zaplanowane i wykonane. Wzorowa fabryka przeniesiona pod ziemię. Solidna niemiecka robota, szkoda tylko że kosztem tylu ofiar. Celowo piszę niemiecka bo nie znam w Europie narodu nazistowskiego ani faszystowskiego. Znam naród niemiecki, pod tym względem nie ustąpię i nie będę fałszował historii dla tak zwanej poprawności politycznej.

06

Siłownia

   Opuszczamy teren wejścia do sztolni nr 2 kierując się w stronę tzw. Siłowni. Obiekt wzbudza zainteresowanie u wszystkich a snuciom jego przeznaczenia nie ma końca. Mnie jednak wydaje się, że jego teraźniejsza nazwa adekwatna jest do jego przeznaczenia - był to po prostu budynek z agregatami do zasilania w różne media urządzeń w sztolniach - prąd, powietrze, woda. Idziemy wyżej dochodząc do drogi leśnej i skręcamy w prawo. Po chwili po prawej stronie ukazuje się krzyż na symbolicznym grobie jednego z penetratorów tutejszych obiektów.

   [Symboliczny grób chłopaka, który zamarzł w tym miejscu 6 marca 1993 roku. Powiadają, że dwóch kolegów wybrało się wtedy w góry i zabłądziło w nocy podczas śnieżycy. Jeden z nich Tomasz Kozioł nie doczekał poranka… Wokół tej tragicznej historii narosło wiele mitów. Pożywką do snucia różnego rodzaju opowieści było miejsce śmierci chłopaka, znajdujące się tuż nad zagadkową budowlą „Siłownia”, wybudowaną w ramach projektu Riese. Przy symbolicznym grobie, jak głosi napis na tabliczce, rodzice i Tomasz proszą o modlitwę. - eloblog.pl]

07

Kasyno

   Tu zaczyna się teren większej ilości obiektów, których przeznaczenie wydaje się być w większości znane. Po prawej stronie leśnego duktu widać obetonowane wgłębienia prawdopodobnie będące magazynami piasku. Widoczna jest instalacja rurowa służąca do jego rozmrażania. Dalej w lesie szyb o dużej średnicy i głębokości, łączący powierzchnię ze sztolniami wewnątrz kompleksu. Po lewej stronie tajemniczy obiekt zwany Kasynem, wokół którego narosło też dużo mitów. Wg mnie był to po prostu budynek usługowy, odpowiednik współczesnej narzędziownii. Wokół ślady wskazujące na przyszłą rozbudowę.

   Opuszczamy te ponure miejsca idąc w stronę następnych do Rzeczki. Czas nagli. Jeszcze trochę miejsc zostało do odwiedzenia. Idziemy lasem wschodnim stokiem Osówki i Moszny z widokiem na Wielką Sowę i okoliczne wierzchołki. Prowadzę z drobnym dylematem w myślach - czyli co zrobić aby zrobić siusiu. Niby sprawa jest banalna ale to ja jestem na czele. Z pomocą przychodzi szefowa i mówi: zatrzymujesz grupę, oddalasz się i robisz swoje czyli poczekajcie wszyscy aż się jeden wyszczy.b1 Przechodzimy obok kilku zabudowań przysiółka Grządki i dochodzimy do drogi Walim - Rzeczka. Jako prowadzący muszę nałożyć żółtą kamizelkę co szybko staje się przedmiotem żartów, w których przoduje Zuzanna, wykazując kompletny brak szacunku do ... zaraz, zaraz, siwizny brak, łysiny też nie ma, zostaje tylko wiek.b1 Trudno. Kierownikiem ruchu nigdy nie byłem. Trzeba spróbować.b1 Maszerujemy szosą w kierunku następnego obiektu Projektu Riese czyli Kompleksu Rzeczka zwanego inaczej Sztolniami Walimskimi.

08

Kompleks Rzeczka

   Szefowa nie odpuszcza. Ponownie muszę wykazać się wiedzą. Krótki postój. Zakup pamiątek i takie tam inne ludzkie sprawy. I dalej. Walim na Walim. Świetnie się idzie bo z góry. Zagadany przeoczam szlak. No fajnie. Dobrze że ślepego kulawi nie prowadzą.b1 Wracam i skręcam na żółty w kierunku Małej Sowy. Tu kończy się moje przewodnictwo. Oj nagadałem się dzisiaj za wszystkie czasy. Wpierw asfalt wśród zabudowań. Pozdrawia nas grupa biesiadników - ot, taki popołudniowy grill z dodatkiem alkoholu, chociaż tej pierwszej pozycji było zdecydowanie mniej.b1 Asfalt kończy się a rozpoczyna się mozolna wspinaczka pod Małą Sowę. Stromo jest. I kamieniście. Grzybiarze przypominają sobie o zaległościach i grupa rozprasza się po lesie, jednak na Jelenią Polanę docieramy razem, niektórzy z pełnymi rękami grzybów.

   Zasiadamy na ławach pod wiatą. Dzień chyli się ku końcowi. Zaczyna zmierzchać co oznacz, że więcej fotek nie zrobię - mój fotograficzny kebab wysiada w ciemnościach.b1 Trudno. W końcu po drodze został tylko las. Idziemy. Tym razem jest z góry a zabudowania Rzeczki szybko się przybliżają. Jeszcze tylko kilkaset metrów ulubionej nawierzchni i wchodzimy do Baru pod Przełęczą. To nasze dzisiejsze miejsce noclegowe. Dostajemy klucze od pokoi, zajmujemy łóżka i ... zaraz wychodzimy z nich. Pora na obiado-kolację. Biorę pierogi z mięsem, które szybko znikają z talerza. Szefowa mnie lubi więc dokłada jeszcze kilka swoich.b1 Kilka chwil kontemplacji na zewnątrz i pora na wieczorną odprawę w bibliotece. Dlaczego miejsce to nazwałem biblioteką? Bo właściciele lokalu udostępnili nam pełne półki - powiedzmy książek - bez ingerencji w to ile z nich przeczytamy. Wystarczyła kartka, długopis i uczciwość. No a że niektórzy z nas przynieśli ze sobą dodatkowe broszurki o owocach i ziołach, więc szybko atmosfera zrobiła się luźna.b1 W międzyczasie dwóch smutnych turystów siedzących przy sąsiednim stoliku pyta nas o atrakcje tej ziemi godne polecenia. To właściciele kóż stojących przed budynkiem czyli tzw. potencjalni dawcy nerek. Dostali tyle informacji, że tych miejsc to i przez miesiąc wszystkich nie odwiedzą.b1 Dzień zakończył Tadeusz znakomicie opowiadając bajkę na dobranoc.

   

   Dzień 2 - (mapa trasy - link): Rzeczka - Wlk.Sowa - Rozdroże pod Kozią Równią - schronisko Zygmuntówka - Ludwikowice Kłodzkie PKP

   Pobudka z rana czyli gdzieś tak około 7mej. Tradycyjnie wychodzę przed budynek. Poranek chłodny ale słoneczny. Robię krótki spacer do góry w kierunku przełęczy Sokolej, nie dochodząc do niej bo organizm zaczyna dopominać się energii czyli krótko rzecz ujmując - burczy mi w brzuchu.b1 Szybko wracam na śniadanie. Pałaszuję je i zaraz robimy zbiórkę przed budynkiem. Przeliczenie towarzystwa - są wszyscy, nikt nie poległ w czytelniczym boju.b1

09

Droga do Orła

   Ruszamy drogą, którą szedłem już godzinę wcześniej. Mimo poranka ruch już jest spory. Ludzie zjeżdżają na podziwianie uroków Gór Sowich. Przypominam sobie że przed laty zdarzało mi się tędy też jeździć na narty na przełęcz. Wtedy nie mogłem pojąć dlaczego ta droga nigdy nie była przygotowana do ruchu turystycznego. Wokół dużo stoków narciarskich a dojechać nie ma jak bo droga śliska. Ciekawy jestem czy teraz jest inaczej?

10

Spod Orła

   Dochodzimy na przełęcz i skręcamy na drogę w kierunku Schroniska Orzeł. Droga w remoncie czyli kładzione są jakieś płyty co by samochodziarzom lepiej się wjeżdżało pod górę. Rodzi się pytanie - to jeszcze schronisko czy już motel? Szkoda czasu na takie dywagacje bo zaczyna rozpościerać się piękny widok na południe i południowy-zachód. Z biegiem metrów pod górę widać coraz więcej - schemat poglądowy w linku. Docieramy pod schronisko. Dla mnie jest to miejsce sentymentalne. Nocowałem w nim dwukrotnie. Pierwszy raz za czasów nauki w ogólniaku a drugi raz na półmetku studiów. Za każdym razem imprezy były udane. Szczegóły z nich nie nadają się do publikacji.b1

11

I jeszcze

   Kierujemy się na miejsce widokowe na zachód od schroniska. Polecam - poglądowy schemat w linku. Przy dzisiejszej widoczności można tam długo napawać się widokiem. Horyzont ogranicza Królowa Karkonoszy z przyległościami a bliżej w dole wszystkie pasma górskie leżące pomiędzy a także wsie, miasta i miasteczka. Dostrzegam nawet niektóre dzielnice Wałbrzycha. Po prostu trzeba tam być i podziwiać. I tu należałoby wstawić fotkę ale ... nie mam. Jak to jest możliwe? Byłem w tym miejscu kilkanaście razy a fotek nie mam.b1 I kto mi uwierzy, że takie krajobrazy tam są?

12

W drodze na Wlk. Sowę

   Jeszcze tylko krótka posiadówka przed schroniskiem w towarzystwie zblazowanych "czytelników" grubszych wolumentów i ruszamy dalej. Kierunek Wielka Sowa. Kilka minut marszu szlakiem czerwonym - Główny Szlak Sudecki - i mijamy obelisk poświęcony postaci Carla Wiesena, docierając pod kolejne schronisko - Sowa. O dziwo czynne, chociaż lokalna prasa podawała że jest zamknięte. Jeszcze jeden dowód na to, że prasa kłamie.b1 Zalegam na ławce naprzeciwko w promieniach słońca. To miejsce też znam doskonale. Odwiedzam je częściej niż fryzjera,b1 przychodząc tu albo od Koziego Siodła szlakiem żółtym albo od Sokolca szlakiem zielonym. W ostateczności schodzę tu z Wielkiej Sowy.

   Ruszamy by po kilku minutach dojść do rozdroża szlaków. Czerwony w prawo na Wielką Sowę a fioletowy w lewo w kierunku Jeleniej Polany, którą wczoraj odwiedziliśmy pod wieczór. Fioletowy szlak? Tak. To nie pomyłka. Jedyny szlak w Polsce oznaczony takim kolorem. Ponoć z kolorem tego szlaku było tak:

   [Generalnie "odpowiedzialnym" jest właściciel/najemca jednego ze schronisk u podnóża Wielkiej Sowy. Przez wiele lat starał się o wyznakowanie przez PTTK szlaku od przełęczy Walimskiej dookoła Wielkiej Sowy. Niestety wszystkie jego zabiegi okazały się bezowocne. Nie otrzymał odmowy, ale odbijał się od wszechobecnej w PTTK biurokracji i bezwładu. Niezliczone koła, komisje i rady przerzucały się pismami przez kilka lat, bez żadnego efektu. W końcu człowiek stracił cierpliwość, i własnymi siłami i na własny koszt wyznakował szlak. Pozornie zgodnie z instrukcją znakarską - ale kolorem fioletowym, żeby zagrać PTTK na nosie - za forum]

   I szkoda że owym fioletowym nie pójdziemy. Skręcając w prawo kilkadziesiąt metrów dalej znaleźlibyśmy się na utwardzonej drodze prowadzącej na szczyt. A z niej byłaby kolejna uczta dla oczu. Trudno. Nie ja tu rządzę. Idziemy GSS-em wyżlobionym przez wodę szlakiem. A reszta turystów? Po każdej stronie szlaku wydeptując kolejne ścieżki odsłaniające korzenie drzew. No tak. Nieważne środki. Liczy się cel. Zgroza.

   Wielka Sowa. Wejście na wieżę. Panoramka na żywo, poglądowa w linku. Zejście. Jakieś żarełko. I tyle. Bo o czym tu pisać. W wielu już miejscach pisałem o pobycie na tym szczycie i moich wrażeniach. Dziś będzie bez opisu i bez krytyki. Schodzimy w dół w kierunku Koziego Siodła, przechodzimy przez nie i dochodzimy do kolejnego miejsca pamięci po drodze. To skała zwana Niedźwiedzią Skałą z tablicą upamiętniającą Hermanna Henkla. Mnie zapadła w pamięć treść tej tablicy - w górach jestem znowu prawdziwym człowiekiem; tam stajemy się braćmi i wszystko co brzydkie i błahe opuszcza nas.

13

Widok znad Zygmuntówki

   Kolejne rozgałęzienie szlaków, Jugowska Łąka (tak łąka, nie hala bo hale są w Karpatach), owczarnia i osiągamy Przełęcz Jugowską. A za kilka minut dochodzimy do Schroniaska Zygmuntówka. Miejsce mi znane doskonale. Raczej otoczenie znane mi doskonale bo wewnątrz schroniska nigdy nie byłem. I tym razem obsługa też nie dostąpiła zaszczytu poznania mnie.b1 Przysiadamy na ławach przed schroniskiem i oddajemy się konsumpcji lub grzejemy się w promieniach słońca. Sielanka wręcz byłaby gdyby nie pewien fakt. Późno jest. Trzeba pomykać do Ludwikowic Kłodzkich. Pomykać to mało napisane. Za...suwać i to bardzo szybko bo po drodze też jest co oglądać.b1

   No to zbieramy się do kupy i w drogę szlakiem zielonym. Bukowa Chata, Jugów i ostatni pagórek po drodze. Dochodzimy do skraju Ludwikowic Kłodzkich mijając miejsce z tablicą upamiętniającą ogromną katastrofę górniczą w 1930 r. - więcej o tym wydarzeniu pod tym linkiem, i następny obiekt Projektu Riese - to tzw. Muchołapka z kolejnymi mitami co do swego przeznaczenia. Mnie się wydaje, że jest to po prostu szkielet chłodnii kominowej. Obiekty o podobnej konstrukcji istnieją nawet w naszym kraju. Do chłodzenia czego miała służyć owa chłodnia? O! Tu już można fantazjować.

   Idziemy dalej. Kilka minut marszu i docieramy na stację kolejową. Zdążyliśmy. Do przyjazdu pociągu zostało 10 minut. Wkrótce podjeżdża. Wsiadamy i jedziemy, niestety krótko. Pociąg kończy bieg w Głuszycy Górnej. Zamykamy w ten sposób dwudniową pętlę. Dużo nie przeszliśmy ale za to dużo dowiedzieliśmy się o tych terenach i obiektach na nich.

   I to by było na tyle. Nie! Z Głuszycy Górnej autobus zastępczy zabiera nas do Wałbrzycha, by wysadzić pod Dworcem Głównym. Tak kończy się kolejna eskapada w ramach kursu przewodników sudeckich. Tu każdy z nas łapie odpowiedni autobus miejski i do domu jazda. I to teraz byłoby na tyle.b1

   

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Serwis mapa-turystyczna.pl