2015.09.18-19 - Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej

   Clou sezonu - Przejscie Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Drugie w tym roku szaleństwo po Wyrypie Beskidzkiej. Za namową Juniora wziąłem udział (on pół-udział a ja właściwie to udziałek, co wyjaśni się na końcu). Przeszedłem tyle - link. Mało i dużo jednocześnie. Mało bo to raptem około 30% całej trasy, dużo bo to jeden z najdłuższych odcinków jakie przeszedłem w jednym dniu w swej tułaczce po górach.

   Docieramy pociągiem Do Szklarskiej Poręby godzinę przed startem imprezy. Szybki marsz na punkt startowy.

01

Junior w kolejce do pobrania akcesoriów

   Junior staje w kolejce po numery startowe i koszulki (jak się później przekonałem taka koszulka z napisem ... Przejście Kotliny ...budzi na szlakach szacunek b6) a ja nabieram sił w pozycji horyzontalnej. Ciepło. Godzina 20ta a na termometrze 24 stopnie. Jestem łatwo rozpoznawalny. Chyba jedyny uczestnik w kraciastej koszuli flanelowej.

   Pif-paf i ruszamy. Staram się trzymać grupy świetlików - prawie 500 osób z palącymi się czołowkami. Idę z synem jak równy z równym. Doszliśmy do Kamieńczyka. I to był ostatni moment, w którym widziałem syna. Powoli koniec stawki zaczął zbliżać się do mnie a Junior sobie poszedł w czole grupy. Po 1,5 h dotarłem do Hali Szrenickiej. A tam impreza - spotkałem grupkę umilającą sobie ten wysiłek nie tylko wodą mineralną. Pierwszy posiłek i nie tylko. Łyk swojej wody i dalej w trasę. Ciepło. Temperatura około 15-tu stopni. Pomykam czerwonym - Trzy Świnki, Łabski Szczyt - docieram do Śnieżnych Kotłów.

   Już nie jest tak przyjemnie. Wieje jak diabli. Skrywam się za murem i oddaje się konsumpcji, rozglądając się wokół. Ciemno. Konstrukcja budynku nadajnika sprawia upiorne wrażenie. Czarna ściana nad głową.

02

Junior i senior jako świetliki b6

   Pół godziny odpoczynku i dalej w drogę. Kurcze. Nie było do czego się spieszyć. Szlak pod Szyszakiem to koszmar, zwłaszcza w nocy. Udało mi się nawet z niego zboczyć. Głaz pogania głaz. O kontuzję bardzo łatwo (na końcu dowiaduję się że właśnie tam kilka osób się poobijało). No ale każdy szlak się kiedyś kończy więc i ten przeszedł w przyzwoitą ścieżkę. I wtedy się zaczęło. Koncert jeleni. Rykowisko. Przynajmniej nie byłem sam. W międzyczasie ległem sobie na chwilę na jakiejść skałce. Telefon od Juniora - sprawdza czy żyjęb2. Patrzę w górę a tam cudowny nocny, bezchmurny nieboskłon. Miliony, miliardy gwiazd. Takiego nieba w życiu nie widziałem. Tak mi było błogo, że nie przyszło mi do głowy aby to uwiecznić fotką. Zresztą nie tylko to niebo. I nagle słyszę. Polak? A to dzień dobry. Grupa Czechów pomyka na Przeł. Karkonoską. Ruszam za nimi. Przed przełęczą dochodzę imprezowiczów, spotkanych wcześniej. Zaczęło ich suszyć. Na przełęczy punkt żywieniowy. Pobieram kubek jakiejś cieczy, siadam pod dawną strażnicą i znowu konsumuję zapasy. Po czeskiej stronie jasno i wesoło. Tam to dopiero imprezują. No ale oni nie leźli po Karkonoszach. Parking pełen kur i podobnych pojazdów.

   Ruszam dalej. Mijam Odrodzenie, dreptam stromym podejściem i wtedy się zaczęło. Dochodzę do kamienia z namalowanymi oznaczeniami szlaków i widzę - czerwony w lewo, zielony prosto. Skręcam w lewo. Idę jakąś ścieżką, która coraz mniej przypomina szlak, zwłaszcza główny. Po 300 metrach zatrzymuję się. Nie. Coś tu nie gra. Zawracam i dochodzę ponownie do tego felernego kamienia. Patrzę na te malunki a tam jak byk stoi - zielony w lewo, czerwony prosto. Chyba miałem przywidzenie. Dobrze że nie dolazłem do Pielgrzymów. b2

   Ruszam w kierunku Śnieżki. Mijam Słonecznik, Spaloną Strażnicę, idę w kierunku Domu Śląskiego i ... następna fatamorgana.

05

Spojrzenie na Kotlinę Jeleniogórską

   Zniknęły światła schroniska. Śnieżka świeci a schroniska nie ma. Co jest grane? Zszedłem ze szlaku głównego? Zawracam. Mijam lekko zdziwioną współuczestniczkę tego samego spędu, bo idę w przeciwnym kierunku. Po kilkudzisięciu metrach oglądam się za siebie a schronisko świeci. No tak. Zagłębienie terenu było. Wracam i wchodzę w podwoje schroniska. Na ławach leżą strudzeni współzawodnicy. Jest ok. 5ta rano. Dzwonię do Juniora a on mi mówi, że właśnie minął Przeł. Kowarską. I tu widać różnicę wieku - 30 lat i 4 godziny trasy b3. Zalegam na wolnej ławie, nakrywam się kurtką i padam w objęcia Morfeusza.

06

Cień wielkiej góry

   Budzę się o 7mej. Kawa, jakieś żarełko i w drogę. Wychodzę przed schronisko a tam ... szron na glebie i cień wielkiej góry. Wodę przewidziałem ale zimę to nie za bardzo. Mam tylko lekką kurtkę na grzbiet. Szybki marszobieg po trawersie. Na rozdroże docieram już spocony, bo po drodze odnalazło się słońce. Ba zaraz zrobiło się ciepło. Marsz po grzbiecie. Deptak. Tylko ... jaki urzędnik wpadł na pomysł aby go wyłożyć takimi kamyczakmi? Zawsze sądziłem, że płytki kładzie się na płask a tu odkrycie - płytki ustawione na sztorc. Za karę kazałbym mu codziennie tamtędy chodzić, najlepiej w szpilkach b4.

   Wreszcie Jelenka. Rzucam się na nasłonecznioną ławkę pod schroniskiem i zalegam na kilkanaście minut w ciszy - jelenie w końcu zamilkły. Nawet ten pod schroniskiem nie ryczyb5. Pobudka. Pora na Kowarski Grzbiet. Najpierw ciutkę w dół a później piękne podejście. Piękne pod warunkiem, że nie ma się w nogach 30tu kilometrów. Od kamienia granicznego do kamienia. Mordęga. I w międzyczasie zaczął meldować się lewy staw skokowy. Na grzbiecie stwierdził, że już mnie nie opuści, co oznaczało koniec zawodów. Dokuśtykałem do schroniska na Przeł. Okraj. Spożyłem kolejną ciecz wraz z kolejną kanapką. Pogadałem z kolesiem, któremu również nie spieszyło się na metę. O! Staw skokowy zapomniał o mnie. To ruszam dalej. Piękne ścieżki.

09

W dole okolice Kowar

   Najpierw asfaltówką a później przez lasy i łąki. Znowu przypomina sobie o mnie ten staw. Docieram do Przeł. Kowarskiej a tam punkt żywieniowy i ... transport do Szklarskiej na metę. Przede mną perspektywa pięknych Rudaw Janowickich a pode mną bolący staw skokowy. Koniec trasy. Skorzystałem z transportu. Pocieszające było to że nie byłem jedyny a w dodatku najstarszy b5.

   P.S. Junior też nie ukończył. Padł po (nomen-omen) setce b5 na kolano.

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Serwis mapa-turystyczna.pl