2017.08.15 - Góry Izerskie po raz pierwszy

   Izery. Ile ja razy o nich słyszałem lub czytałem. W końcu nadszedł czas weryfikacji wiedzy z rzeczywistością. Procedura jak zwykle. Pobudka wcześnie rano, śniadanie, zapakowanie plecaka, autko i bzium do Jakuszyc. 1,5 godziny jazdy i na miejscu. Pogoda wyśmienita. Około 20 stopni (powyżej zera b1) i bezchmurne niebo. Cały parking do mojej dyspozycji. Ludzi niewiele. Buty na nogi, kijki na odpowiednią długość i w drogę. W planie długi marsz - link. Tory. Akurat pociąg z Czech przejechał. Za torami coś co bardziej przypomina komin ciepłowni niż znicz. Pasuje w tym miejscu z tą kolorystyką i kształtem jak wół do karety. To zapewne nasza swojska prowizorka czyli kie...edyś postawi się lepszy. b1

   Hop przez tory i rozpoczynam marsz zielonym szlakiem. Droga przez las. Powoli wchodząc lekko pod górkę po prawej stronie zaczyna ukazywać pejzaż Gór Izerskich i Karkonoszy. Wokół las. Ptaszki śpiewają, słoneczko świeci. Idylla. Wyprzedzam jakąś młodzieżową wycieczkę. Młodzieńcy już z rana wyglądają na mocno zmęczonych. b1 Dochodzę do Rozdroża pod Cichą Równią. Rozmowa ze spotkanymi turystami - skąd, dokąd, pogoda, itp. Ja w planie mam Chatkę Górzystów, oni też.

01

W oddali kopalnia Stanisław

   Ruszam dalej zielonym. Za chwil kilka słyszę okrzyki i widzę pędzącego do mnie faceta - panie, do Chatki to niebieskim. Dziękuję za informację i mówię mu że niebieskim to byłoby zbyt proste, wybieram wariant dłuższy. Ja zaplanowałem marsz naokoło. Ruszam. Kilkaset metrów poboczem asfaltówki i skręt w las na czerwony szlak. Las. Ale co to za las. b1 Piękne lekko trawiaste poszycie przeplatane jagodnikami, smukłe świerki kąpiące się w promieniach porannego słońca. Podchodzę kilkadziesiąt metrów, wyciągam ochronę przeciwdeszczową i ścielę sobie siedzisko na lekko wilgotnej trawie. Będzie śniadanie na trawie. b1 Smakowało jak rzadko.

   W drogę. Ciutkę pokręcony szlak wyprowadza mnie wkrótce na utwardzoną drogę. Po prawej zostaje kopalnia kwarcu Stanisław a po lewej Wysoka Kopa. Droga cały czas lekko pnie się w górę. Czasmi wyprzedzają mnie cykliści a czasami to ja ich wyprzedzam. b1 W pewnym miejscu na poboczu stoi furgonetka. Grzybiarze. A to pewnie kumple leśniczego. b1 No bo jakie inne barany mogłyby wjechać na ten teren? Zawsze sądziłem że grzybobranie polega na chodzeniu po lesie. Teraz przekonałem się, że na jeżdżeniu też. b1

02

Smrk i Izerski Stóg

   W końcu dochodzę, poprzez Przednią Kopę, na punkt widokowy przy Sinych Skałkach. Warto było. Co za widok! Na dalszym planie górka pogania górkę. Horyzont kończy się na przeszło 160 km. Bliżej w oczy rzuca się Stóg Izerski z dobrze widocznym schroniskiem. A jeszcze bliżej? Rozległa dolina porośnięta lasem z rozległymi polanami (może na odwrót) i poprzecinana licznymi strumieniami. Rozkosz dla oczu. Izerska Łąka.

03

Izerska Łąka a w tle Kamienie Kłusownika

   Warto było się tu wdrapać. Mam ze sobą lornetkę. Mogę wgłębić się wszczegóły pejzażu. Gapiłem się z pół godziny jak sroka w gnat. Link do schematu poglądowego tego, co można zobaczyć spod Sinych Skałek.

   Perspektywa spożycia słynnego omleta z jagodami wzięła górę. Idę dalej. Długie zejście i rozdroże szlaków. Zatrzęsienie cyklistów. Wygląda jakby zjechali się z połowy kraju. Skręcam na żółty i trzymam się pobocza gruntowej drogi. A ci (cykliści) zachowują się tak jaby sobie ją wykupili. Ba. Niektórzy nawet dzwonią - uwaga, wrocławski panicz jedzie. b1 Noż .... Wolna amerykanka. Albo słoma.

   Wreszcie droga zwęziła się do ścieżki i trafiam na raj na ziemi. Polanka w lesie nad potokiem Wrześnica.

04

Cud-miejsce nad Wrześnicą

   I ten drewniany mostek. Szumiący potok w kolorze z lekka brązowym wijący się poprzez las. Oj, trochę tam poleżałem ciesząc uszy i oczy z perspektywą, że za kilka minut i kubki smakowe też mogą być uradowane. Optymista ze mnie. Doszedłem do Chatki Górzystów a przy niej tłok, prawie jak na Krupówkach. Nie poddam się. W końcu przecież po to 14 km zrobiłem. Wbijam się w kolejkę. Rozmowa z sąsiadami. Rozglądam się po sali - to dawna sala szkolna. Ach ta ściana pełna regałów z książkami. Poczytałoby się. Czuć ducha tego magicznego miejsca. Czas leci szybko. Po godzinie stania w kolejce dostaję to cudo na talerzu.

05

Miejscowy frykas

   Niosę przez salę schroniska jakbym niósł górę szklanek. Wyszukuję kawałek wolnej ławki na podwórzu i oddaję się konsumpcji. Mniam, mniam. Warto było. Rozkosz dla podniebienia. Aczkolwiek trochę rozleniwia. b1 Pojawia się myśl - może by tak jeszcze jednego? A jakby tak przyjechać na kilka dni to ile by się zjadło? Precz z grzesznymi myślami. Trasa czeka. Teraz to już z górki. No prawie z górki, czegoś jednak nie przewidziałem.b1

   Droga jak po sznurku. Na początku gdzieniegdzie ślady dawnych zabudowań. Resztki wsi Wielka Izera. Łąki i torfowiska wokoło.

06

Izerska Łąka

   Polana, las, polana, las, ... oczy nacieszone widokiem. Przerwa na żarełko nad Izerą. Mijam schronisko Orle. To miejsce już dorównuje Krupówkom. Hałas i tłok.

07

Nad Izerą

   Pamiątkowa fotka i dalej w las ... pod górę. Patrzę na mapę a tam pisze - Samolot. Ki czort. Zaczyna się ostro pod górę. Przecinam jakąś drogę, dochodzę na szczyt a za nim płaskowyż o długości przeszło kilometra. Zupełnie jakby ktoś pas startowy wybudował. Teraz przynajmniej wiem skąd ta nazwa. Jego koniec to kolejny pagórek. Zejście zakosami i ... tory. Jestem w punkcie wyjścia. Koniec eskapady. Przeszło 21 km przeszedłem ale to chyba była najpiękniejsza trasa w tym roku. Obiecuję sobie tu powrócić. Przecież widziałem tylko niewielką część tego pięknego pasma górskiego. A już jestem zachwycony.

 do góry 

JANUSZ LEWCZYK

Świdnica

tel. 603 099 193

e-mail: janusz.lewczyk@infomix.com.pl

© Janusz Lewczyk (d. INFOMIX) 1999-2018

Wszelkie prawa zastrzeżone